Wszyscy śnimy o odlocie, o locie a także o cnocie

Podstarzały kawaler Podkolesin, jego służący Stiopa i przyjaciel Koczkariew. Panna na – ciągłym - wydaniu Agafia Tichonowa i jej ciotka. Ale to nie wszystko. Do Agafii smolą cholewki także: Jajecznica, Anuczkin i Żewakin. Pomiędzy wymienionymi uwija się swatka Fiekła, która wszystkimi kręci (a raczej wszystkich wiesza).  

Powyższa wyliczanka bohaterów Ożenku Gogola dla tych, którzy zapomnieli. Dla tych, którzy pamiętają opinia moja poniższa, którym sztukę obejrzał.

Przedstawienie dobre.  Dobre nie tylko dlatego, że tekst świetny, że satyra Gogola ostra, bezkompromisowa, inteligentna. Dobre, bowiem wyważone w formie, nieprzeinkrustowane odniesieniami do współczesności choć – dalibóg - łatwo było. Choćby dlatego, że sztuka przeniesiona została przez reżyserkę Justynę Celedę w lata 30. bieżącego wieku, a nawet dalej. Wystarczy wspomnieć o tak nietypowych w czasach Gogola zachowaniach scenicznych jak rap czy hip hop.

Wszyscy śnimy o odlocie, o locie, wielu o cnocie. Ale by odlecieć w sen, w marzenie lub inne wzniosłe pragnienie, trzeba się wysilić, bezwład umysłu tudzież ciała pokonać. Dodatkowo trzeba na wejście na parapet się odważyć. No i skoczyć trzeba. We śnie skaczemy, ba – niekiedy sen wołamy, aby w marzenie skoczyć. Bo wszak bywa, że wiemy, iż skok swój śnimy. Jak wskoczyć jednak w życie realne? W życie całkowicie różne od tego, jakie przez lata długie się spędzało? Jak (w)skoczyć w małżeństwo?

Decyzja to, jak się okazuje, piekielnie trudna. Tak trudna, że nawet chorobliwie ambitny przyjaciel i swat Podkolesina, Koczkariew, traci wiarę w możliwość ożenienia przyjaciela.   Być może Podkolesin nie słyszał publicznych zwierzeń prezydenta Szczecina, Piotra Krzystka, który – składając życzenia dyrektorowi Teatru Współczesnego w Szczecinie Mirosławowi Gawędzie z okazji 35-lecia działalności placówki - przed spektaklem powiedział, że ożenił się i trwa w szczęśliwym stadle. Być może Podkolesina wychowano na podszytego tchórzem pustelnika, safandułę-mizantropa. Dość, że lęk przed małżeńskim stadłem w ostatecznym rozrachunku popycha go do ucieczki przez okno domu swojej oblubienicy i to w chwili, gdy ta – odrzuciwszy ostatecznie konkury innych kandydatów – uznała go za godnego swojej ręki.  

- To jest opowieść o tym jak świat zewnętrzny manipuluje ludzkim uczuciem - mówi Justyna Celeda. - Podkolesin, główny bohater "Ożenku" to wy, tylko bardziej neurotyczny i zgorzkniały. Ale i on ma swój sen o pięknie i niewinności. W imię tego snu wyrusza, może słuszniej byłoby napisać: daje się wysłać na ostatnią krucjatę po Mityczną Miłość. Na tej decyzji kończy się jakakolwiek jego kontrola nad zdarzeniami. Od tej chwili wypadki toczą się logiką horroru - surrealnego, momentami śmiesznego.

Do surrealnych sytuacji, kapitalnie zresztą przez Celedę pomyślanych, uznałem technikę przyjmowania oczekujących na audiencję narzeczonych, którzy przypinani są do czegoś w rodzaju bungee, po czym – już zawieszeni – prowadzą swobodną towarzyską rozmowę. Świetne też jest wygrywanie przez kandydatów, palcem ciągniętym po krawędzi kieliszka z winem, różnych, każdy swojej, jakby godowych melodii.

No i Arek Buszko z lampą-abażurem na głowie. Dodatkowo lampą zapalaną i gaszoną w zależności od stopnia dyskrecji prowadzonej z panną młodą rozmowy. Sytuacji podobnych jest tu zresztą znacznie więcej: Buszko-lokomotywa, Buszko-skrzypek wygrywający na ciele sługi inwektywy skierowane w stronę wahającego się wciąż Podkolesina.

W ogóle Arek Buszko to aktor bardzo gogolowski; ekstrawertyczny, paskudnie złośliwy, bezczelny, ale psychologicznie przekonujący. Bez niego przedstawienie straciłoby sporo na dynamice. Złość, dezynwoltura, dosadność gestu i języka, zaskakujące decyzje i pomysły w realizacji celu, jakim jest wyswatanie przyjaciela – nawet obeznanego z tekstem przedstawienia widza - zaskakują. Przy nim, zwłaszcza na początku przedstawienia, postać Podkolesina (Jacek Piątkowski) wydaje się nieco mdła.

Polecam Ożenek we Współczesnym. Po nim ci widzowie, którzy zwykli twierdzić, że kobiety i mężczyźni pochodzą z różnych planet, odnajdą dodatkowe argumenty na potwierdzenie swojej tezy.  Jednak niemożność "powiedzenia siebie" drugiej płci, nie zwalnia nas z pięknej potrzeby szukania sposobu na to, by wspólnie wejść na parapet snu.

Przekład: Julian Tuwim
Reżyseria: Justyna Celeda
Scenografia: Grzegorz Małecki
Muzyka: Wojciech Król
Ruch sceniczny: Zbigniew Szymczyk

Występują:
Maria Dąbrowska, Anna Januszewska, Dominika Klimaty, Magdalena Myszkiewicz, Beata Zygarlicka, Arkadiusz Buszko, Marian Dworakowski, Robert Gondek, Adam Kuzycz-Berezowski, Wiesław Orłowski, Jacek Piątkowski, Wojciech Sandach

PS. Do przedstawienia dołączona jest (gratis) równie warta obejrzenia wystawa zdjęć Aktorzy to ludzie Krzysztofa Bielińskiego.