Ten pechowy, śmiertelny kurs „szóstki” na zawsze zamknął ul. Wyszaka dla tramwajów. 50 lat temu doszło do największej katastrofy tramwajowej w Polsce. W wyniku zdarzenia zginęło 15 osób, a ponad 140 zostało rannych.

Do świąt zostało nieco ponad 2 tygodnie, jest 7 grudnia 1967 roku. Chwilę po szóstej rano wciąż jest ciemno, dzień – jak to w grudniu – wstaje leniwie, niechętnie. Mimo wczesnej pory ulice Szczecina już tętnią życiem, w szczególności w okolicy przystanków autobusowych i tramwajowych. Jedna zmiana wraca po nocy, inna spieszy do pracy. „Szóstka” zawsze była przeciążona, dlatego niechętnie za jej sterami siadali doświadczeni motorniczowie. Tego dnia linia przypadła Krystynie Pressejsen, która tramwajami jeździła od roku. Do prowadzenia dostałą „N-kę” z 1958 roku z dwoma poniemieckimi wagonami z 1930 roku.

Ostatni kurs o 6:35 rano

Kłopoty zaczęły się w trakcie drugiego kursu. Tramwaj był już przeładowany, drzwi wagonów pootwierane, do pracy, do szkoły jechało ok. 500 osób. O 6:35 tramwaj jechał ulicą Wyszaka w stronę Odry. Stromy zjazd zakończony był niełatwym zakrętem. W trakcie zjazdu zepsuły się hamulce elektrodynamiczne, żadnego skutku nie przyniosły próby hamowania podjęte przez konduktorki z wagonów. Na zakręcie tramwaj wypadł z szyn, pierwszy wagon wywrócił się, drugi uderzył w słup trakcyjny, oba jeszcze przez chwilę staczały się w dół ulicy, miażdżąc pasażerów, trzeci wagon, lekko przechylony, ustał.

Jeszcze tego samego dnia, w Kurierze Szczecińskim pojawiła się relacja naocznego świadka:

A oto jak wyglądał przebieg wypadku według relacji naocznych świadków — uczniów

PSM, którzy oczekiwali na ten właśnie tramwaj na przystanku poniżej Domu Rybaka:

Zauważyliśmy, że tramwaj zjeżdżał w dół ulicą Wyszaka z dużą szybkością, z palącym się przodem (nastawnicą) – mówi Andrzej Gajdziński — Motorniczy wozu utraciła możliwość hamowania silnikiem. Tramwaj był przepełniony i część pasażerów jechała na stopniach. Gdy zorientowali się w sytuacji, zaczęli wyskakiwać i właśnie wtedy tramwaj ścinając słup trakcyjny przewrócił się na nich. 1

Ok. 500 osób w tramwaju, ponad 140 poszkodowanych

7 osób zginęło na miejscu, kolejnych 8 zmarło w szpitalu. 42 osoby doznały ciężkich obrażeń, a ok. 100 lekkich. Do akcji ratowniczej wysłano dźwig, podczas podnoszenia tramwaju pękła lina, a wagon spadł na poszkodowanych.

Wyjaśnieniem przyczyn katastrofy zajęła się komisja Ministerstwa Gospodarki Komunalnej i Prokuratura Wojewódzka. O podjętych działaniach informowało weekendowe wydanie Kuriera Szczecińskiego z 8 – 9 grudnia:

Wczoraj do Szczecina przyjechała Komisja Ministerstwa Gospodarki Komunalnej pod przewodnictwem ministra Jerzego Majewskiego, która bada przyczyny katastrofy. Również Prokuratura Wojewódzka w Szczecinie wszczęła śledztwo w sprawie tragicznego wypadku.2

Zmiany w całej Polsce

W wyniku dochodzenia ustalono, że przyczyną wypadku była awaria hamulców elektromagnetycznych, żaden z pracowników MPK nie został obarczony odpowiedzialnością za spowodowanie wypadku.

Po tragicznych wydarzeniach z 7 grudnia 1967 podjęto decyzję o zamknięciu linii tramwajowej na ul. Wyszaka. Ponadto, by odciążyć tramwaje nr 6 i 8 utworzono dodatkowe kursy autobusowe. Szczeciński wypadek odbił się także echem w całej Polsce. Po katastrofie przeprowadzono ogólnopolską kontrolę układów hamulcowych w tramwajach, zakazano tworzenia trójskładów, wprowadzono nakaz instalowania hamulca szynowego, a także elektryczny system zamknięć drzwi.

1Kurier Szczeciński, 1967, nr 287

2Kurier Szczeciński, 1967, nr 288